Prace trwały od końca czerwca. Nie był to jednak typowy sposób wyburzania. Zamiast spektakularnego wybuchu komin był rozbierany kawałek po kawałku – od góry. Na jego szczycie zawieszono specjalistyczną maszynę sterowaną zdalnie, która stopniowo demontowała kolejne fragmenty konstrukcji,
a dźwig opuszczał urządzenie wraz z postępem prac.Takie rozwiązanie nie było przypadkowe. Komin znajdował się w bezpośrednim sąsiedztwie zabudowy i infrastruktury, dlatego zastosowanie materiałów wybuchowych wiązałoby się ze zbyt dużym ryzykiem.
Konstrukcja należała do ENGIE EC Słupsk, którego siedziba i kotłownia znajdują się przy ul.Koszalińskiej.
Przez kolejne tygodnie mieszkańcy mogli obserwować, jak z każdym dniem charakterystyczna konstrukcja staje się coraz niższa. Teraz komin zniknął już całkowicie.
110-metrowy komin zniknął ze Słupska
Jeszcze niedawno był jednym z charakterystycznych punktów przy ul. Koszalińskiej. Dziś po 110-metrowym kominie pozostało już tylko wspomnienie. Zakończyła się jego rozbiórka.
- Wczoraj, 14:43